• Wpisów: 119
  • Średnio co: 18 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 22:14
  • Licznik odwiedzin: 34 938 / 2190 dni
 
yeahhhh
 
psstt...:                                                    *Rozdział siódmy*
          "Czasami mimo, że coś nas niszczy nie potrafimy od tego odejść. Czasami, po prostu boimy się zmian. Czasami samych siebie."

              Jego język był słodki od soku, którym popijał wódkę. Zacierał cały gorzki smak. Z początku bardzo to mi odpowiadało, ale w końcu do mnie doszło co się dzieje. Oderwałam się od niego jak oparzona.
-Przepraszam.-próbował coś powiedzieć, ale odbiegłam w stronę domu. Zatrzymałam się przed białym budynkiem. Wbijałam w niego ślepy wzrok. Nie chcę go zranić.  
              Zawsze wydawało mi się, że mam wszystko co potrzebuję. Przyjaciół, braci, tatę. Brakowało mi jednego - miłości. Ale nie takiej - rodzicielskiej. To swoją drogą. Kiedy w wieku 17 lat poznałam o 3 lata starszego Olivier'a, wydawało mi się, że to jest to. Nie myliłam się, albo chciałam, żeby tak było. Oli kochał motory. Dla mnie.. Zgroza. Zawsze gdy na niego wsiadał bałam się. Bałam się, że go stracę. Pewnego dnia organizowaliśmy ognisko, nasza rocznica, równo rok. Zadzwonił. Tych słów nie zapomnę nigdy.

“Już jedziemy. Będziemy za 10 minut. Nie mogę się doczekać kiedy Cię zobaczę.”



              Tylko nie szalej. Nie szalej. Słowa tkwiły w mojej głowie, jak stara piosenka usłyszana przypadkiem w radiu. Drugi telefon nie był już taki jaki bym chciała.. To był Lucas, jego najlepszy kumpel i były Katy.

"Kochał Cię."

              Dwa słowa zawirowały w mojej głowie. Obudziłam się już w domu. Doszło do mnie, że Olivier zginął. Zginął, robiąc to co kochał. Kochał do końca i raz. Dziś nie płakałam, przełknęłam ślinę. To już żyło we mnie, nie było potrzeby by rozczulać się nad tym kolejny raz. Ale nadal nie wiem czy umiem znów się do kogoś zbliżyć. Świadomość tego że mogę go szybko stracić budzi we mnie lęk i nie potrafię się przełamać.
              W końcu weszłam do środka. Sky z Marco siedzieli w salonie i znów oglądali jakieś filmy. Poszłam do swojego pokoju. Chciałam mieć chwilę spokoju.
              Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi.
-Katy..- przetarłam oczy.- Czemu się zakradasz?
-Wstawaj idziemy zaraz na próbę.
-Przepraszam, ale dziś nie dam rady. Chciałam zadzwonić do taty.- Cholera! znów to zrobiłam. Chciałam uciec jak mała dziewczynka.
              Chyba nie uwierzyła, ale tak bardzo chciałam by o nic nie wypytywała.
-Właśnie.- zawróciła. - Harry wrócił wczoraj mega wkurzony. Widziałaś się z nim?
-W ogrodzie chwilę porozmawialiśmy, ale ja póżniej.. -zawahałam się. - poszłam do domu. Byłam bardzo zmęczona.- wymusiłam uśmiech. -Jak tam Zayn?- poruszałam pytająco brwiami.
-A niby jak ma być? Jesteśmy tylko kolegami.- odpowiedziała i wyszła.
-Jasne.- mruknęłam pod nosem. Zamknęłam pokój i poszłam do łazienki gubiąc po drodze kolejne ciuchy. Ciepły strumień oblał moją skórę. Woda otulała moje ciało, a ja oddałam się tej przyjemności, całkowicie.. Nie wiem ile zajęło mi to czasu, ale kiedy wyszłam z pokoju, w domu byłam już sama. Zaparzyłam sobie kawę i siadłam przy dużym, białym blacie. Na stole leżała gazeta, odwróciłam ją i po raz kolejny zobaczyłam siebie! Cały napój wyplułam przed siebie.

"Harry Styles i jego nocne schadzki"

Nocne schadzki? Czy oni czasami nie przesadzają! Katy chyba o niczym nie wie, już dawno by na mnie wyskoczyła.. Niee.. Muszę stąd wyjechać. Muszę na chwilę odpocząć, za dużo wydarzyło się w ciągu tych kilku dni. Zbyt dużo.

“Wracam za tydzień. Bawcie się dobrze i nie martwcie o mnie. Wszystko jest w porządku tylko muszę coś pozałatwiać. Kocham was. Julia!”



*Katy*

              Pojechała sobie od tak nie mówić mi o niczym! Zostawiła jakiś świstek papieru i myśli, że wszystko jest okej? Nie jest! Jared wrócił i był wkurzony na Sky'a, że jej nie upilnował. Do tego nie odbierała telefonu..
              Trasa koncertowa.. Już jutro. Spełnienie marzeń! Ale nie wszystko idzie tak jak myślałam. Harry przez cały czas jest jakiś rozkojarzony. Kevin na niego krzyczy, chłopaki nie potrafią postawić go na nogi. Nie wiem co się dzieje..
-Dzisiaj ma wrócić Julka. - odezwałam się do bliźniaków.
-No nawet niech nie myśli o niczym innym! -Jared nie odpuszczał, wiedziałam, że jak wróci tak się jej dostanie.
-Daj mi znać jak się pojawi! Ja zbieram się na próbę. - zabrałam jeszcze wodę z lodówki i skierowałam się do drzwi.
-Yhhy.- odchrząknął.

*Julia*

              Gdzie byłam? U ojca, w Wenecji. Miałam zostać jeszcze dłużej, ale obiecałam, że dziś wrócę, trochę bałam się reakcji Jared'a. Był na mnie wściekły. Ale przecież nie mam 5 lat! Mogę chyba robić co chcę. Mogłam chociaż odbierać telefony.. Głupia! Skarciłam się w myślach. Tata też mu nic nie powiedział. Zachowywał się tak, jakby mnie wcale nie było.
              Taksówkarz podwiózł mnie pod halę. Tu mieli pierwszy koncert i już się przygotowywali. Zapłaciłam i stanęłam przed budynkiem. Wejść/ Nie wejść. Wejść/ Nie wejść. Wybieraj!

Odetchnęłam głęboko. Weszłam.

              Podążałam wzdłuż długiego holu. Zatrzymałam się przed drzwiami. Chciałam otworzyć je jak najciszej. Niestety jak na złość dosłyszał to Liam, zauważyłam jak uśmiecha się pod nosem. Katy robiła swoje "wygbasy" koło Zayn'a. Harry podniósł głowę do góry, właśnie w tym momencie, gdy zaczynała się jego solówka.

“Julia.”



              Moje imię brzęczało w moich uszach. Nie to mieliśmy wszyscy usłyszeć. Louis próbował mu coś przypomnieć. Na nic. Zachichotałam. Chłopak zeskoczył ze sceny i podszedł do mnie. Tu zaczął swoją solówkę. Jeszcze nie znałam ich piosenek, więc nie wiedziałam jak się nazywa. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a w okół nas stali już wszyscy. Łącznie z Kevin'em.
-Na scenie nie potrafiłeś zaśpiewać dobrze jednej zwrotki, a teraz wychodzi Ci to od tak i to jeszcze bez muzyki!- skarcił go wzrokiem, ale zaśmiał się przy okazji. Wszyscy już wiedzieliśmy dlaczego to powiedział. - Dobra, dosyć tego. Wracać na scenę. Wszyscy. - machnął na nich ręką i poszedł z przodu. Zatrzymał się znów i dodał.- Harry! Ty też.
-Porozmawiamy później? - musnął dłonią moją rękę. -Tylko teraz nie uciekaj. - uśmiechnął się. Znów zmiękły mi nogi. O czym on chciał porozmawiać. Co miałam mu powiedzieć. Ścisnęło mnie w środku. Nie dość, że czeka mnie konfrontacja z bratem to jeszcze mam rozmawiać z szatynem. Wzięło mi się na wymioty. Wyszłam przed budynek i usiadłam na krawężniku. Włączyłam ipod'a i oddałam się muzyce, dopóki znów ktoś mnie nie szturchnął.
-Jednak czekasz.
-Czekam.- powtórzyłam. - O czym chciałeś porozmawiać? - Przez dłuższą chwilę było cicho, ulice spustoszały, zostaliśmy sami. Próbował zacząć coś mówić, ale nie za bardzo mu to wychodziło, chyba jednak nie był na to gotowy.
-Widzisz, jesteś tu i tak bardzo się denerwuję, że nie wiem co powiedzieć. Dobra. Dlaczego wtedy uciekłaś? Zrobiłem coś nie tak? Jeśli tak to weź mi to powiedz. Powiedz na czym stoję? Mówiłem Ci że przy Tobie coś się ze mną dzieje. Nie jestem sobą.. Nie.. Przy Tobie dopiero poznaję siebie. - z jego ust wypływały kolejne słowa. - Jak wyjechałaś myślałem, że to przeze mnie. Co się stało? Chodzi o ten pocałunek? O zdjęcia w gazetach? Cholera Julio podobasz mi się! - spuścił głowę w dół, a po moim policzku spłynęły łzy.- Pięknie, jeszcze przeze mnie płaczesz.- chwycił się za głowę.
-Nie Harry. To nie tak.
-A jak? Wiesz, że znów słyszę to z Twoich ust..-Naskoczył na mnie a mi zrobiło się trochę głupio.- Dlaczego nie chcesz dać mi szansy?- Po co zadajesz tyle pytań! Wszystko utrudniasz! Spojrzałam na niego. Patrzyłam głęboko w jego zielone tęczówki, które wyrażały.. Tęsknotę, ale za czym?
-Harry. -powtórzyłam jego imię.- Ja.. - nie powiedziałam już nic. Wstałam i chciałam odejść. Ale szatyn tym razem nie odpuścił. Chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Julio zostań ze mną.- szepnął mi na ucho.
-Ja nie potrafię.. Nie potrafię kochać. Nie potrafię pozwolić nikomu siebie pokochać. Nie potrafię pozwolić nikomu się do siebie zbliżyć. Jestem tylko ja i mój świat. Wstęp do niego mają nieliczni.
-Pozwól bym i ja do niego należał.- dalej szeptał, jakby bał się, że te słowa wypowiedziane nieco głośniej, ulecą z zimnym wiatrem.
-Nie potrafię. Nie chcę Cię skrzywdzić. Nie chcę Cię stracić.- wydukałam. Wtuliłam się w jego tors i zamknęłam oczy. Teraz byliśmy tylko my i nasz mały świat. Teraz coś zrozumiałam.
__________________________________________________
Jest.. Słaby, ale jest.. Przepraszam!

Cieszysz się? :> :P

134453464532745.jpg

1346559225412371.png

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego